niedziela, 8 czerwca 2014

Magiczne miejsce.

Gdyby tak potraktować magię jako emocję, a nie zjawisko, to teoretycznie można by stwierdzić, że ona istnieje, prawda? Mam nadzieję, bo nie wiem jak inaczej określić to uczucie.
Są takie miejsca lub chwile, w których odczuwamy coś nienazwanego, ale do których epitetów na pewno możemy zaliczyć słowo "przyjemność". Ten, kto miewa takie stany zrozumie... ten, kto nie - sprawa wątpiąca.
"O czym ona pisze? Co to za głupoty?"
No, ostatnio ona ma sporo spraw na głowie. Koniec roku = wielkie zamieszanie. Jak już wielokrotnie wspominałam, nie należę do osób dobrze zorganizowanych. Dlatego zamieszanie końcoworoczne w moim niezorganizowaniu to jak czarna dziura w czarnej dziurze (mistrzyni metafory).
 
Ale wracając z przestrzeni kosmicznej na ziemię... Chciałam się trochę pocackać z tematem. Jak widać, nie poruszyłam żadnych egzystencjalnych kwestii, jak to mam w zwyczaju. Tym razem chodziło mi o coś zupełnie przeciwnego - zero refleksji, zero myślenia. Sam relaks.
Dlatego żeby nadać jakąkolwiek wartość temu wpisowi, może zwrócę uwagę właśnie na odpoczynek. Pomijając fakt, że jest on istotną kwestią w dbaniu o naszą fizyczność, chcę uwzględnić fakt, że dba on również o naszą mentalność.
 
(nie, to nie mój ogródek)
 
Chodzi mi o magię. Magię jako emocję. W dobie współczesnego świata, gdzie rządy objęły pośpiech czy praca, warto czasem przystopować. Warto znaleźć miejsce, w którym czujemy się dobrze i bezpiecznie - taki swój azyl. Moim magicznym miejscem jest mój ogródek. Kocham zieleń, a tutaj jej nie brakuje. Kocham ćwierkanie, a wróble same tutaj przylatują. Kocham nic nierobienie, a tutaj jest ono najprzyjemniejsze.
 
Polecam odpoczynek - od pracy, od myśli, od komputera.
To często pomaga w przywróceniu kondycji naszemu samopoczuciu.

 
 
Masz już swoje magiczne miejsce?